wtorek, 22 lipca 2014

piątek, 11 lipca 2014

Bardzo ważna notecka!!!

Hej! Słuchajcie mam problem. Nie wiem jak dalej rozkręcić akcje więc albo usunę rozdziały które do tej pory napisałam albo założę nowego bloga. Jak chcecie? Wybór należy do Was. Czekam na odpowiedź. Do napisania. :)
                                                                                                   Patataj

wtorek, 8 lipca 2014

Rozdział 2

*Laura* 
Wstałam rano zła na Van. Wiem, że nie powinnam się złościć, ale przez tyle lat nie powiedzieć WŁASNEJ siostrze, że miało się przyjaciółkę od piaskownicy. Zawsze mówiła mi o wszystkim. Zastanawiam się czemu mi o niej nie powiedziała, ale nie będę się już tym karciła. Podeszłam do szafy i wybrałam sukienkę w
 kwiaty i pasujące pod kolor koturny wraz z małymi dodatkami .Zeszłam na dół by zjeść śniadanie.
-Lau ja przepraszam za wczoraj. W ramach tego zrobiłam ci śniadanie.
-Ty myślisz, że przekupisz mnie śniadaniem?
-A nie?
-No tak masz racje.
-Przepraszam. 
-Przeprosiny przyjęte. 
Po zjedzonym posiłku poszłam na górę po torbkę i wybrałam się do parku. Szłam jakieś 10 minut. wiedziałam, że nie opodal jest fontanna więc poszłam tam i usiadłam blisko źródełka, ale pech chciał, że jakiś chłopak wepchną mnie do wody i byłam cała mokra. Na szczęście pomógł mi z niej wyjść. 
-Bardzo cię przepraszam. Nie zauważyłem ciebie.
-Nic nie szkodzi każdemu się zdarza. Laura jestem a ty?..
-A.. sorrry gdzie moje maniery. Petter. To może na przeprosiny dasz się namówić na szejka?
-Okey, ale ty stawiasz. :)
 Poszliśmy do budki z szejkami i oboje ze smakiem je wypiliśmy.
-Słuchaj muszę już iść.
-Zaczekaj, może odprowadzę cię do domu?
-W sumie czemu nie? Ok, to chodź.
Szliśmi w przyjemniej ciszy. Czasami któreś z nas posyłało uśmieszki. Gdy doszliśmy pod mój dom dałam Peterowi buziaka w policzek.
-A za co to?
-Za to, że nie poszedłeś sobie i mnie wyciągnąłeś z tej fontanny.
-Dzięki.
Ten cały Peter jest całkiem fajny. Muszę jescze powiedzieć Van o tym obiedzie.
                                                 *Ross*
Siedziałem w domu i się nudziłem. Podobno na przeciwko nas wprowadził się ktoś nowy, pójdę i się przywitam. Zszedłem na dół i rzuciłem krótkie "wychodzę", ale ktoś mnie zatrzymał.
-Gdzie się wybierasz?
-A co cie to obchodzi?
-Bo jestem twoją siostrą i mam prawo wiedzieć.!
-Idę się przywitać z nowymi sąsiadami.
-Nigdzie nie idziesz, bo pójdziemy wszyscy razem.
-Czemu?
-Zaprosiły nas na obiad.
-A skąd ty je znasz?
-To moje przyjaciółki.
-Aha, a kiedy do nich idziemy?
-Dzisiaj o 17 i idź powiedz reszcie, żeby się nie napychali fast foodami.
-Dobra, dobra.
Po zapoznaniu chłopaków z wiadomością poszedłem przejść się.
                                                    *Laura* 
Muszę poinformować Van o tym obiedzie.
-Hej, Van muszę ci coś powiedzieć.
-A co?
-No....-nie zdąrzyłam dokończyć, bo Vanessa mnie uprzedziła
-Mam przygotować obiad, bo przychodzą do nas Lynch'owie?
-Yyy..em..yy... skąd... ty.. wiedziałaś?
-Powiedzmy,że Rydel do mnie zadzwoniła i spytała się na którą mają do nas przyjśc i w tedy się o wszystkim dowiedziałam.
-Aha to wszystko wyjaśnia. To ja idę przyszykować stół.
Po przygotowaniu wszystkiego poszłam się przebrać. Wybrałam taki zestaw . Gotowa zeszłam na dół, a goście już siadali do stołu. Van wyglądała ślicznie , a Rydel oszałamiająco . Zaczęliśmy pałaszować nasz obiadek, był pyszny. Po obiedzie postanowiliśmy, że zagramy w butelkę, lecz najpierw wszyscy się lepiej zapoznaliśmy.
-Hej jestem Rocky.
-Ja Ratliff, ale mówią na mnie Ell.
-Riker, a ty Vanessa tak?- od razu widać, że mu się podoba.
-Jestem Ross.
-Ja Laura, a to Vanessa. :)
Po zapoznaniu ten cały Ross ciągle się na mnie gapił. Trochę się go boję. Usiedliśmy na dywanie i zaczęliśmy grać w butelkę.Wypadło na Van.
-Pytanie czy wyzwanie?
-Pytanie.
-Kto z okręgu podoba ci się najbardziej?
-Hmm.... no.. ym... chyba... Riker.
-Okey.-później wypadło na Delly
-Wyzwanie.
-Wskocz do basenu.- Ryd zrobiła to nie chętnie. Następną ofiara był Ross.
-Pytanie.
-Gdybyś miał pocałować którąś dziewczynę, która by to była.- popatrzyła się na mnie i powiedział
-Laura.- mnie aż zatkało. Mnie? Po naszej zabawie wszyscy rozeszli się do domu, a ja poszłam do siebie. Cały czas myślałam o tym co powiedział Ross. Czy ja mu się podobam? Nie to nie możliwe. Z nurtującymi myślami zasnęłam.
******************************************************************
Witam Was. Rozdział znowu do d***. Po prostu nie wiem jak rozkręcić akcje. Ale jeśli Wam się podoba to nie mam nic przeciwko.Więc się nie rozpisuję i do napisania, a teraz piosenka:
                                                                                         
                                                                     Patataj

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 1

*Laura*
Po tej przeprowadzce byłam tak zmęczona, że padłam trupem na łóżko. Gdy się obudziłam przeżyłam szok. Włosy były tak rozwalone jakby ptak zrobił na nich gniazdo. O twarzy nie będę wspominała, wyglądałam jak jakiś zombie. Gdy się odświeżyłam wybrałam taki zestaw. Po wyszykowaniu zeszłam na dół do kuchni coś wszamać, jak zwykle Van już coś pichciła.
-Hej Van. Co dziś na śniadanie?
-Omlety z owocami.
-Mmm... pycha.
-To masz wcinaj, a ja idę się szykować do pracy.
-Już znalazłaś pracę?
-Tak. Już w Miami, gdy tylko się dowiedzieli że wyjeżdżam do LA załatwili mi rolę. A teraz nie mam czasu muszę uciekać. Pa :).
-Pa :).
Po zjedzonym posiłku pomyślałam, że przejdę się do parku. Chwyciłam torebkę i kluczyki zamykając drzwi. Założyłam słuchawki i dałam ponieść się muzyce. Po drodze napotkałam się na budkę z lodami i nie mogłam sobie odmówić.
-Mieszanego z polewą wiśniową, proszę.
-Proszę bardzo.
-Dziękuję.-zapłaciłam i odeszłam. Po kilku metrach natknęłam się na dziewczynę o nieziemsko pięknych blond włosach.
-OMG bardzo przepraszam straszna ze mnie niezdara.
-Nic się nie stało, tylko mam na sobie twojego loda.
-Tak widzę.-zachichotałam- ja nie chciałam.
-Spoko. Dla każdego się zdarza. Rydel jestem.
-Laura Marano.
-Czekaj, czekaj.? Ty jesteś siostrą Vanessy Marano?
-Tak, a skąd wiesz?
-Znamy się od piaskownicy.
-A to szuja nic mi nie powiedziała. Własnej siostrze.
-Aha, mówiła mi, że się tu przeprowadzacie ale nie powiedziała czemu?
-Wolałabym o tym nie wspominać.
-No proszę.!
-Okey.-opowiedziałam jej wszystko od początku do końca. Później poszłyśmy do kawiarenki niedaleko parku. Czas tam bardzo szybko zleciał na gadaniu.
-Słuchaj muszę zmykać, ale może się jeszcze kiedyś spotkamy?
-Pewnie. Wpadnij do nas na obiad.
-Ale ja nie jestem sama mam jeszcze rodzeństwo.
-To przyjdź z nimi. I tak mieliśmy zaprosić sąsiadów na powitanie.
-O to fajnie, a gdzie mieszkacie?
-17400 Lablador Street.
-Nie wieżę ja mieszkam na przeciwko.
-To jesteśmy sąsiadkami.
-No dobra choć zbieramy się.-Po całym dniu spędzonym z Delly wróciłam do domu.
-Ale jej się dostanie!!!- pomyślałam i zła szukałam Van.
-Vanessa!!!!!!!
-Czego drzesz pyśka?
-Czemu nie powiedziałaś mi o Rydel?
-A skąd o niej wiesz?
-Stąd, że ja spotkałam??!
-No nie powiedziałam, bo jakoś nie było okazji.
-Aha... czyli ty znasz ją od piaskownicy, a mi nic o tym nie wiadomo, tak?!?!
-No już nie bulwersuj się tak. Złość piękności szkodzi.
-Nie chcę z tobą gadać. FOCH FOREVER. Idę spać.- obrażona na Van poszłam  do swojego królestwa, przebrałam się w piżamke i położyłam się spa.
**************************************************
Hej. To ja zawitałam do was z rozdzialikiem. Wiem beznadziejny, bo to dopiero początek. Ale jak widzicie macie go wcześniej tak jak obiecałam za wyświetlenia.Co ja sie będę rozpisywać nie ma co. Po kaśdym rozdziale będę dawać piosenkę. Chociaż nie jest to piosenka, ale najlepsza wersja "R5-All about girl" 
                                                                            
                                                                                         Patataj


czwartek, 3 lipca 2014

Notka ;P

       Dziękuję wam za ponad 100 wyświetleń. Mimo, że nie było mnie na blogerze wy go odwiedzaliście. Bardzo wam dziękuję może za to wstawię szybciej 1 rozdział. Do napisania :3.

                                                                                                                              Patataj

Prolog

*Laura*
     Dziś jest ten dzień. To właśnie dziś. Wraz z moją siostrą Vanessą wyjeżdżamy z Miami do Los Angeles. Tak bardzo się cieszę. W końcu wyjadę z tej zapyziałej dziury w której wszyscy wytykają mnie i wyśmiewają od nieudaczników. W LA wszystko będzie inne, zacznę nowe życie i znajdę nowych przyjaciół, a tych których miałam zostawię tutaj, bo to zwykłe szuje, które mnie oszukiwały i okłamywały. Tutaj zostawiam wszystko, całą moją przeszłość. Wyjeżdżam stąd tylko z moją siostrą, bo ona mi tylko została. Nie mam nikogo prócz jej. Moi rodzice zginęli 4 lata temu. Nadal nie mogę się z tym pogodzić. Byłam bardzo zżyta z mama, a o tacie wolę nie wspominać. Powiem tylko tyle, że był pijakiem i frajerem, zaniedbywał całą rodzinę.Z mamą mogłam gadać do woli, opowiadała mi o swoim dzieciństwie, o swoich młodzieńczych latach o tym, że nie bała się przemówić nachalnym chłopakom do rozsądku. Bardzo kochałam moją mamę. Pewnego jesiennego dnia rodzice jechali do dziadków pomóc im w ogrodowych porządkach.Oczywiście ojciec wsiadł za kierownicę po pijaku i po drodze zjechał na równoległy pas uderzając w nadjeżdżający z naprzeciwka samochód."28.10.2009 r. Damiano i Elen Marano. Oni pozostaną w naszej pamięci". Ale co będę się rozczulała, ja tu wyjeżdżam po to by zapomnieć, prawdę? Zostały 2 godziny więc czas się zbierać, bo do lotniska to blisko nie jest. Zaniosłam wszystkie walizki na dół, a ekipa przeprowadzkowa zabrała wszystkie nasze rzeczy oprócz mebli, ponieważ nasze mieszkanie zostało sprzedanie wraz z nimi.W nowych domu podobno mamy już wszystko przygotowane. Ach...Tak się cieszę na ten wyjazd.
*Półtorej godziny później*
Właśnie siedzimy w samolocie, który przed chwilą wystartował. szykuje się długa podróż, lecz nie będę się nudzić, bo zamierzam napisać piosenkę i mam już nią pomysł. Po tym jak zabazgrałam kilka kartek w końcu wyszło mi to:
Później słuchałam muzyki i tak zleciał mi cały lot. Spod lotniska zabrała nas taksówka prosto do niewielkiego domku. Po rozpakowaniu walizek padłam jak trup.
*****************************************************
Hej! Tu Patataj napisałam wam prolog po długiej nie obecności. Chciałam usunąć bloga, lecz siostra mnie powstrzymała i dlatego dziś od miesiąca macie początek historii naszej Lau. W pisaniu pomogła mi moja siostra, która będzie prowadziła bloga razem ze mną. Jeśli znaleźliście jakieś błędy to przepraszam.
                              Data 1 rozdziału: 07.07.2014 :)
                                                                                                                                                                                                                                                                                              Patataj

niedziela, 1 czerwca 2014

Bohaterzy


Laura Marano
18 lat
 Ross Lynch 
18 lat
Vanessa Marano
23 lat
 Riker Lynch
23 lat
 Ellington Ratliff
21 lat
 Rydel Lynch
21 lat
Rocky Lynch
19 lat

To są główni bohaterowie mojego opowiadania.

Drugo-planowi to:
Kristy Lay
Petter Maslow
Olivia Percy
Jake Sheran



 


sobota, 31 maja 2014

Hejka!!!

Hej!!
Jestem tu nowicjuszką i mówię od razu, że dopiero poznaję blogger'a. 
A tak ogółem założyłam bloga o Raurze i będzie to kolejna historia, ale tego dowiecie się później, gdy napiszę prolog. A więc na dziś to tyle. Pa ;3 
                                                                                                      Patataj